Menu

O konsekwencjach pewnej zdrady małżeńskiej - Rozdział I




1

Poszła baba do prokuratora, a prokurator też baba, 

niestety innego rodzaju baba niż ta baba co przyszła,

bo nie do końca jarzy co tamta baba od niej właściwie chce


Joanna Chart-Kaczor, siedziała na niewygodnym krzesełku, stojącym w korytarzu budynku Prokuratury Rejonowej Szczecin-Zachód w Szczecinie. Niezadowolona wpatrywała się w swój dowód osobisty, nadal nie rozumiejąc jak mogło do tego wszystkiego dojść. 
Jeszcze niedawno była pewna, że znalazła się na drodze do bezgranicznego szczęścia. Niestety teraz znajdowała się raczej w pendolino, jadącym prosto do „nieszczęścia”. Nie, zdecydowanie nie w pendolino, bo wiadomo jak to z tymi naszymi pendolino jest, niby włoskie, niby rozpędzają się do 200-250 km/h, ale jakoś w praktyce nie bardzo to widać. Ona znajdowała się raczej w Maglev’ie, który rozpędzał się do 603 km/h i aktualnie był najszybszym pociągiem na świecie. Właśnie w takim tempie jej życie zmierzało do nieuchronnej katastrofy.
Kiedy tylko drzwi od gabinetu prokurator Izabelli Hetery się otworzyły, Joanna wystrzeliła jak z procy i pognała na swoich szpilkach ku niej, niczym chart afgański na wyścigach. Stanęła przed kobietą z szerokim uśmiechem. 
- Joanna Chart - przedstawiła się energicznie, ściskając rękę prokurator. - Niestety Chart-Kaczor znaczy - dodała. 
- Pani do mnie? - spytała znudzona prokurator. 
- Tak, tak do pani prokuratorki Hetery - uściśliła Joanna Chart-Kaczor niezrażona tonem rozmówczyni. 
- Wyjaśnijmy sobie coś - powiedziała chłodno prokurator Hetera. - "Prokuratorka" to fikcyjne pojęcie i jedyną osobą, która go używa jest ta cała Kaśka, co to niby jest królową polskiego kryminału. 
- No bo jest! - wtrąciła szybko Joanna Chart-Kaczor, największa wielbicielka wspomnianej królowej od zeszłego roku. - Pani prokuratorka nie czytała? Ona pisze po prostu feno… 
- Per "pani prokurator" inaczej pani nie wpuszczę do gabinetu, czy to jasne? - zapytała zirytowana kobieta. 
- Oczywiście, a co do Bondy… 
- I o tej drugiej też słyszeć nie chcę - przerwała jej Hetera. 
Joanna Chart-Kaczor wzruszyła ramiona. W sumie było jej wszystko jedno, przyszła w zupełnie innej sprawie, chociaż zupełnie nie wiedziała jak można nie podzielać miłości do Bondy, która w końcu królową polskiego kryminału jest, bo jeszcze jest, prawda? Z tego co Joannie było wiadomo jeszcze nikt jej korony nie zabrał, ale teraz tylu nowych autorów wychodzi, że czort ich tam wie. Powinna dzisiaj o to zapytać wujka Google’a, lepiej było wiedzieć, czy nadal powinna chwalić Bondę jak wszyscy, czy to już raczej było niemodne.
Usiadła na wysłużonym krzesełku i dosunęła się do biurka prokuratorki, znaczy prokurator Hetery i obserwowała kobietę, która powoli zmierzała na swoje miejsce. Nigdy nie rozumiała jak można było wyglądać właśnie tak….krzykliwie? Tak, to było odpowiednie słowo na określenie prokurator…znaczy prokurator Hetery, bo kobieta miała na sobie czerwoną, neonową sukienkę, odsłaniającą niezbyt chude nogi i ledwo, trzymającą w ryzach biust słusznych rozmiarów. Do tego te włosy, na których prokurator miała ombre. Niby to wszystko było modne i zapewne podobało się facetom, ale jakoś całościowo sprawiało niewłaściwe wrażenie. Joanna zupełnie nie tego się spodziewała, ale teraz było już za późno. 
- W czym mogę pomóc? - spytała prokurator Hetera. 
- Chcę zgłosić przestępstwo! - wykrzyknęła Joanna. - I to oszustwo! 
- To musi iść pani gdzie indziej, ja nie zajmuję się oszustwami - wyjaśniła Hetera. 
- Ale ja panią wybrałam! - wykrzyknęła Joanna Chart-Kaczor. - Pani musi mi po prostu pomóc, tylko pani może temu zadaniu podołać. 
- A dlaczego ja? - zapytała znudzonym tonem prokurator. 
Bo ma pani nazwisko idealne! Pani jest Hetera, a hetera to w literaturze kobieta złośliwa i kłótliwa, a ja takiej potrzebuję. Mąż mnie oszukał i tylko prokurator z nazwiskiem Hetera pomóc mi może. 

***

Prokurator Izabella Hetera wpatrywała się w nienagannie ubraną kobietę w niemym szoku. Nie rozumiała w jaki sposób jej nazwisko miało sprawić, że lepiej poradzi sobie z mężem kobiety, niż prokuratorzy zajmujący się oszustwem, a jej tłumaczenie było zupełnie pozbawione sensu, wolała się jednak nie wdawać w dyskusję na temat nazwiska.
Pięć lat studiowała prawo, następnie przez 30 miesięcy tyrała na aplikacji, cudem załapała się na miejsce w prokuraturze i przez sześć lat dzielnie broniła stołka, żeby teraz wysłuchiwać jakiś bzdur na temat nazwiska. Życie prawnika faktycznie nigdy nie było usłane różami. Mogła posłuchać matki i wyjść bogato za mąż zamiast się męczyć. Teraz było jednak za późno… 
- Niech będzie - powiedziała w końcu prokurator. - Zaraz przyjmę od pani zawiadomie… 
Prokurator Hetera przerwała na chwilę, gdyż do gabinetu wszedł jej charakterystyczny aplikant, taszczący ze sobą kilka tomów akt do sprawdzenia. Niestety mężczyzna nie był charakterystyczny w sposób pozytywny, raczej stanowił gorszy model przeciętnego aplikanta. Miał 26 lat, niewiele ponad metr siedemdziesiąt wzrostu. Rude, przydługie, wiecznie rozczochrane włosy i okulary rodem z Harry Pottera. Na sobie zawsze obowiązkowo miał za luźne ubranie i nie było istotne czy chodziło o garnitur, czy bluzę, czy wreszcie sweter. Nazywał się Chrystian Rudalski i nikt nie mógł zrozumieć czemu matka biologiczna, pokarała go imieniem, jeszcze bardziej niż matka natura ofiarowując mu taki, a nie inny wygląd. Nawet Ron Weasley musiał mieć w życiu łatwiej, bo nazwisko mu się udało. I w sumie imię, biorąc pod uwagę alternatywę taką jak „Chrystian”. 
- Pani prokurator, skończyłem - poinformował ją, kładąc akta na wielkim okrągłym stoliku. 
- Pomoże mi pan protokołować - zarządziła prokurator. - Przyjmujemy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. 
- Oczywiście. 
Aplikant Chrystian Rudalski usiadł na fotelu obok pani prokurator i otworzył w komputerze szablon „protokół - zawiadomienie o przestępstwie”. 
- Poproszę o pani dowód osobisty - powiedział aplikant. 
Joanna Chart-Kaczor podała mężczyźnie dowód i wyglądało, że cierpliwie czeka na rozwój wypadków. Prokurator Hetera zerkała na ekran komputera, sprawdzając czy aplikant nie pisze jakiś bzdur i zastanawiała się, czy taka osoba jak Chart-Kaczor mogła być ofiarą przestępstwa innego niż zły ubiór. Wystarczyło tylko na nią spojrzeć by wiedzieć, że nie podąża za ostatnimi krzykami mody. Jej strój składał się z białych spodni i brązowego T-shirtu, które co prawda podkreślały jej szczupłą sylwetkę, ale były nudne jak flaki z olejem. 
- Wiek? - zapytał Chrystian. 
- 34 lata - odparła dumnie. 
- Czym się pani zajmuje? -dopytywał. 
- Gniazdem. 
- Czym przepraszam? - zapytała prokurator. 
- No w sensie domem, ale że moim mężem jest kaczor to mówimy o nim czasem gniazdo - wyjaśniła spokojnie kobieta, jakby to nie było niczym nienormalnym. 
- A pracuje gdzieś pani? - doprecyzował pytanie aplikant. 
- Oczywiście, za kogo pan mnie ma - odpowiedziała oburzona Joanna. - Nie jestem żadną kurą domową. Pracuję jako organizatorka wesel, mam własną firmę „Chart weselny”. 
Aplikant Rudalski spojrzał na prokurator, szukając ratunku, ale ona tylko pokręciła głową. Musieli przez to jakoś przebrnąć, oboje. Sama nie zamierzała się męczyć z tą kobietą. 
- Muszę panią pouczyć o odpowiedzialności mówienia prawdy i… 
- Wiem, wiem. Czytałam o tym w internecie - zapewniła Joanna, przerywając prokurator Heterze. - Dobrze się przygotowałam. 
Prokurator pokręciła ze zrezygnowaniem głową, nie miała siły do tej kobiety. Z szuflady wyjęła dwa egzemplarze pouczenia, które kobieta szybko podpisała, nawet nie czytając. 
- Powiedziała pani, że chce zgłosić przestępstwo oszustwa - kontynuowała prokurator Hetera. - Niech pani wyjaśni nam o co chodzi. 
- Notować? - upewnił się Chrystian. 
Prokurator Hetera pokręciła głową i w pełni skupiła się na kobiecie, która siedziała przed nią. Była pewna, że usłyszą równie barwną historię, jak sama jej bohaterka. 
- No więc, wszystko zaczęło się od tego, że zbezczeszczono moje rodowe nazwisko, które teraz nijak nie pasuje do mojego wyglądu - zaczęła Joanna. - Gdzie chartowi do kaczora? No, gdzie? 
- Przepraszam, ale nie rozumiem - wtrącił aplikant Rudalski. 
- No jak to pan nie rozumie? - spytała zirytowana kobieta. - Mam piękne długie nogi i smukłe ciało, do tego blond włosy aż do pasa! Jestem piękna i zwinna niczym chart afgański! Ten kretyn, to znaczy mój mąż-oszust, nie zdradził mi swojego nazwiska. Obiecał tylko, że będzie idealnie pasować do charta, a przecież kaczor nijak do charta nie pasuje. Chart to dystyngowany pies, a kaczor to ptak z wielkim kuprem! No proszę powiedzieć czy ja mam wielki kuper? - zakończyła żałośnie. 
Aplikant Rudalski i prokurator Hetera wymienili ze sobą spojrzenia, z taką wariatką dawno nie mieli do czynienia. Oboje zajrzeli do protokołu, zastanawiając się czy adres w Policach był jeszcze aktualny. Joanna Chart-Kaczor przywodziła na myśl osobę, która uciekła ze szpitala psychiatrycznego na Mącznej, a nie normalnego obywatela, który poruszał się bez nadzoru po mieście. 
- Przejdźmy dalej - zaproponowała prokurator. - W czym jeszcze Kaczor panią oszukał? 
- Obiecał mi willę, taką z basenem - wyjaśniła Joanna. 
- A dostała pani ze stawem? - spytał Chrystian, zanim zdążył ugryź się w język. 
Prokurator Hetera powinna go skarcić, doskonale o tym wiedziała, ale nie mogła. Sama miała ochotę zadać takie pytanie. Posłała mu tylko drobne ostrzeżenie, kopiąc go lekko pod stołem. 
- Nie, o stawie mowy nie było - wytłumaczyła niezrażona Chart-Kaczor. - Po prostu miała być willa, a jest obrzydliwie zielony, dwupiętrowy dom bez basenu. I to jeszcze w samym centrum miasta, a miał być na obrzeżach - żaliła się dalej. - No i w ogóle, to ja miałam mieszkać w stolicy, a nie w zapyziałej dzielnicy Szczecina! 
- Myślałam, że mieszka pani w Policach - stwierdziła zaskoczona prokurator, zaglądając do załącznika adresowego. 
- No właśnie! 
- Police od ponad 750 lat mają prawa miejsce - wtrącił Chrystian, policzanin z krwi i kości, rodem z dziada pradziada i prapradziada, i jeszcze dużo praprapra… - Nie są dzielnicą Szczecina, to miasto powiatowe. 
- Ale… - zaczęła Joanna. 
- Dość - ucięła prokurator Hetera. - Lokalny patriotyzm to temat na inną dyskusję, przejdźmy do meritum. 
- Więc tak, oprócz nazwiska, willi i miasta mój mąż oszukał mnie również w innej kwestii. Obiecał mi charta afgańskiego, a wrócił z tym! - Kobieta w tym miejscu okazała zdjęcie psa. 
Prokurator Hetera przyglądała się z zainteresowaniem fotografii i o mało nie wybuchnęła śmiechem. Zdjęcie przedstawiało psa rasy komondor, który był ogromny, włochaty i z finezyjnym chartem miał tyle wspólnego, co sam kaczor. 
- Co zrobiła pani z psem? - spytał Chrystian. - Kazała go pani mężowi zwrócić? 
- No co pan?! To nie wina psa, że taki kaczor go kupił - wyjaśniła kobieta. - Zajęłam się nim, chociaż z chartem nie ma on nic wspólnego. Jesteśmy teraz pośmiewiskiem, oboje. 
- Czy pani mąż zrobił coś jeszcze? - zapytała rozbawiona prokurator Hetera. 
- Obiecał mi jeszcze, że będzie cały czas w domu - podkreśliła Joanna. - On tym czasem bardzo często wyjeżdża w delegacje! Czasem nawet na cały tydzień. 
- Dobrze, ale do meritum. Gdzie to oszustwo? - spytała prokurator Hetera. 
Joanna Chart-Kaczor obserwowała prokurator, tak jakby ta była z innej planety i zupełnie nie wiedziała co ta druga chce jej przekazać. 
- No, a to nie wystarczy? - jęknęła kobieta. - On mi życie zmarnował! 
- Chrystian, recytuj znamiona oszustwa - poleciła prokurator. 
Aplikant Rudalski oblał się potem i zamarł w jednej pozycji, wpatrując się w komputer, wyprostowany niczym struna. Jedną ręką na biurku starał się wyszperać kodeks karny, który mógłby zaradzić jego niewiedzy. Widząc to, prokurator podała mu zbiór karny, ale już wiedziała, że nic specjalnego to z tego aplikanta nie będzie.
Chrystian chwycił kodeks, jak swoją ostatnią deskę ratunku i szybko otworzył go na art. 286. 
- Więc tak… - zaczął. - Do oszustwa dochodzi wtedy. gdy ktoś w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia mieniem własnym lub cudzym za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania. 
- Nie za bardzo rozumiem - wyznała Joanna. 
- Kaczor pani nie oszukał w rozumieniu kodeksu karnego - powiedziała prokurator Hetera. 
- Ale jak to? - jęknęła Chart-Kaczor. - Ja tutaj przyszłam po pomoc. 
- Kodeks karny pani nie pomoże, ale rodzinny owszem. 
- A co ma do tego rodzinny? - zapytała Joanna. - Przecież mój mąż to kryminalista! 
- Może się pani z nim rozwieść - wyjaśnił aplikant Rudalski. - To jedyne możliwe rozwiązanie. 
- Jesteście do dupy - stwierdziła kobieta, wstając. - Pani nazwisko kłamie - wskazała oskarżycielsko na prokurator Heterę. - Wcale pani nie jest kłótliwa i w ogóle mnie nie rozumie, a pan… - zatrzymała się na aplikancie. - Nie, no w pana przypadku nazwisko jest odpowiednie - stwierdziła i wymaszerowała z gabinetu. 
Prokurator i jej aplikant przez dłuższą chwilę siedzieli w ciszy, nie mogąc uwierzyć w to co właśnie zobaczyli. 
- Chyba zastanowię się nad zmianą wyboru życiowego - mruknął aplikant Rudalski. 
- Nie spodobała ci się pani Chart-Kaczor? - spytała prokurator z kpiną. 
- Jakbym chciał pracować z wariatami, to poszedłbym na medycynę, a później na mączną do szpitala psychiatrycznego. 
- Słuszna uwaga - potwierdziła prokurator. - Takie czubki powinny być albo w szpitalu, albo na świątecznej choince. 

***
Mirosława Hetera zmierzała właśnie w kierunku pierogarni na Pogodnie, w której zamierzała zastać swoją siostrę. Wiedziała, że o tej porze jej bliźniaczka przebywa na lunchu, a ona musiała się z nią podzielić tragiczną nowiną.
Zaparkowała samochód na dwóch miejscach parkingowych, następnie wyskoczyła z niego pędem i na swoich szpilkach pobiegła do lokalu, co chwilę przeklinając dziury w chodniku, których Prezydent Miasta Szczecina, nigdy nie widział za stosowne usunąć. W zasadzie dziury w chodnikach, jak i dziury na drodze szybko stały się wizytówką Szczecina i nie wyglądało, że coś się w tej kwestii zmieni. 
Szczecin generalnie nie był miastem przyjaznym dla szpilek. Wszędzie były dziury, a jak nie dziury to pomiędzy płytami chodnika takie szczeliny, że jeśli szpilka raz w nie wpadła, to już nigdy z nich nie wyszła. Nie były to oczywiście jedyne problemy. Płyty chodnikowe były krzywe lub o zgrozo wykonane z czegoś co musiało być pseudo marmurem i w deszczu robiło się prawdziwą ślizgawicą. Mirosława była pewna, że prezydent nienawidził kobiet i to nie tylko on, to była generalnie spuścizna innych prezydentów, którzy od lat działali przeciwko kobietom. Na pewno było właśnie tak.
Mirosława wpadła do niewielkiej pierogarni i usiadła przy stoliku, przy którym jej siostra bliźniaczka siedziała przed ogromnym talerzem pierogów. 
- Mirka…co ty tu robisz? - zapytała prokurator Hetera. 
- Kaczor mnie zdradza - wypaliła Mirka, a później zaczęła pochłaniać pierogi w iście diabelskim tempie. - On mnie zdradza, zdradza, zdradza no! - jęknęła, pochłaniając ostatniego pieroga. 
- A ty zeżarłaś mój obiad - mruknęła niepocieszona prokurator. 
- Nie masz za grosz empatii - stwierdziła oskarżycielsko jej siostra. 
- Oczywiście, że nie mam - potwierdziła prokurator. - Przecież gdybym miała nigdy nie zostałabym prawnikiem i nie związałabym się z innym prawnikiem. 
- Możemy wrócić do moich problemów? - jęknęła Mirka. - Są poważniejsze niż twój brak empatii! 
- Niech ci będzie, co ta kaczka zrobiła? 
- Nie kaczka, a kaczor - podkreśliła jej siostra z pełną powagą. - Mówię ci on mnie zdradza, ja nie wiem co mam robić! 
Prokurator Hetera popijała spokojnie kawę i obserwowała swoją siostrę, która ryczała jak bóbr, ale oczywiście tak, żeby nie zniszczyć swojego perfekcyjnego makijażu. Zawsze taka była - idealna. Niestety naiwna, jak wtedy gdy związała się z tym całym Kaczorem, a przecież ją ostrzegała. 
- Wypierdol go z domu. 
- To jego dom. 
- A to stanowi jakąś przeszkodę? - Wzruszyła ramionami prokurator. - I tak musi na syna płacić alimenty, pomniejszymy je o wartość domu, już ja ci pomogę. 
- Ale ja bym chciała wiedzieć z kim mnie zdradza - jęknęła Mirka. 
- Po co? 
- Żeby wiedzieć w czym była lepsza ode mnie. Może lepiej gniazdo prowadziła? - stwierdziła z przerażeniem jej siostra. 
- Wiesz, to zabawne słyszałam już dzisiaj określenie gniazdo - uzmysłowiła sobie prokurator. 
- Tak? Od kogo? 
- A od jakiejś Chart-Kaczor, to była przedziwna kobieta. - Prokurator podniosła się. - Jedź do syna, uspokój się. Jeśli będziesz chciała się zemścić na Kaczorze i będziesz potrzebowała pomocy, to nią służę, ale teraz idę po nowe pierogi. 
Mirosława Hetera obserwowała jak jej siostra oddala się od stolika. Dopiła do końca kawę, podniosła się i wyszła z pierogarni. Nie zamierzała od tak zostawić tej sprawy, co to, to nie. Może i nie miała studiów prawniczych jak jej siostra, ale była instruktorką ZUMBY, a instruktorek ZUMBY nikt, ale to nikt nie zdradzał. Tak tłumaczyli im na szkoleniu, a szkolenie z ZUMBY jest święte, więc prawdą to musiało być.
Wyjęła z kieszeni kluczyki i dezaktywowała alarm w swoim malutkim, czerwonym fiacie, który wprost ubóstwiała za jego kolor. 
- To pani samochód? - spytał jakiś mężczyzna. 
- Owszem - potwierdziła dumnie Mirka. 
- To po jaką cholerę staje pani na dwóch miejscach parkingowych takim małym fiatem, co? 
Mirka otworzyła drzwi do swojego autka, uśmiechnęła się do mężczyzny zadziornie, lekko odchrząknęła dla udramatyzowania akcji. 
- A po jaką cholerę mężczyźni pieprzą dwie kobiety naraz, mając takie małego fiutka? 
Nie czekając na reakcję inną niż burak na twarzy swojego rozmówcy, wsiadła do swojego czerwonego fiata i pognała w stronę prokuratury. Zatrzymała się na wąskim chodniku przed nią i weszła do budynku. Szybko przemknęła obok portierów, którzy wzięli ją za jej siostrę i wsiadła do windy. Plan, który sobie w głowie ułożyła był bardzo prosty. Musiała dorwać wywłokę, która ukradła jej faceta, chociaż jeszcze nieszczególnie wiedziała po co.
Weszła do gabinetu swojej siostry, w którym jak przypuszczała siedział jej beznadziejnie rudy aplikant, który na jej widok szybko podniósł się z miejsca. 
- Adres Chart-Kaczor, na już - powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu, jak to czyniła jej siostra. 
- Przebrała się pani - zauważył aplikant, drukując coś. - Wydawało mi się, że miała pani na sobie sukienkę. 
- Oblałam się kawą. - Wzruszyła ramionami. - Masz ten adres? 
- Tak, proszę. 
Wyrwała mu z dłoni kartkę i wybiegła z gabinetu. Teraz zamierzała się rozprawić z Chart-Kaczor, oj tak…już ona się z nią rozprawi. Nie pozwoli, żeby inna kwoka była szczęśliwa z jej kaczorem. Co to, to nie. Mogłaby go co prawda wykopać z domu, ale czuła, że to zbyt mało dotkliwa zemsta. Musiała zrobić coś innego. Na pewno coś wpadnie jej do głowy, a jeśli nie to zaprosi inne zumbomaniaczki do domu i niczym na sabacie czarownic, przy orientalnych dźwiękach na pewno coś wymyślą.



SKONTAKTUJ SIĘ ZE MNĄ, JEŚLI MASZ OCHOTĘ :)


Diane Rose - STRONA AUTORSKA © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka